Rozmowa Buraka Tamdogana z Enginem

(portal Anlatici, czerwiec 2026)

OD EAPF:

Rozmowa ukazała się na podcaście Anlatici - https://www.youtube.com/watch?v=I9GMPgUt3pM

Ze względu na długość nagrania [ponad godzina], podzieliłam ją na 9 części tematycznych dodając streszczające te części tytuły. Oczywiście, w oryginalnej rozmowie nie ma żadnych podziałów. Także dodane po prawej stronie ilustracje są mojego pomysłu.

Na początku rozmowy wyjaśnijmy nazwę magazynu internetowego założonego przez Buraka Tamdogana i samego słowa: anlatıcı. Tureckie słowo anlatıcı dosłownie oznacza „narratora” lub „opowiadacza”, lub po prostu "osobę opowiadającą historię". Uznałam, że w kontekście tej rozmowy lepszym tłumaczeniem jest „opowiadacz”, choćby dlatego, że pozwala to uniknąć pomylenia tego pojęcia z narratorem występującym w opowiadaniach Engina.

Burak używa tego słowa, opisując Engina Akyüreka. Podkreśla, że jest on opowiadaczem nie tylko jako autor opowiadań, ale także jako aktor, który opowiada historie poprzez grane postacie, oraz jako człowiek obserwujący ludzi, zbierający ich historie i dzielący się nimi z innymi.
W rozmowie pojawia się także tureckie słowo gecekondu (liczba mnoga: gecekondular). Dosłownie oznacza ono „postawione przez noc” (gece – noc, konmak – postawić, osiedlić się).
Termin ten odnosi się do budowanych często bez formalnych pozwoleń, skromnych domów na obrzeżach miast, wznoszonych przez migrantów przybywających ze wsi. Z czasem wokół takich domów powstawały całe dzielnice.
Dla wielu Turków gecekondu jest nie tylko określeniem typu zabudowy, ale także symbolem określonego środowiska społecznego, sąsiedzkich więzi i doświadczenia szybkiej urbanizacji Turcji w drugiej połowie XX wieku.
--------------------------------------------------------------

część 1
Skąd biorą się historie opowiadane przez Engina? Ankara i dzieciństwo / Ludzie i ich opowieści.



Burak Tamdoğan:
Dzień dobry. Powiedzenie, że „dziś jesteśmy z Enginem Akyürekiem” byłoby trochę dziwnym wstępem, bo ja już i tak jestem z nim cały czas.
Enginie… teraz chodzi o to, że wydajemy magazyn „Anlatıcı” (Narrator/Opowiadacz). I powodem tej rozmowy, czymś więcej niż zwykłą rozmową, jest to, że jesteś właśnie opowiadaczem.
Ale „opowiadacz” w twoim przypadku to nie tylko aktor. To także pisarz, ktoś, kto zbiera historie, mówi nimi, żyje nimi. I teraz chciałbym wejść głębiej — bo każdy z nas jest kształtowany przez swoje korzenie, jak liść przez gałąź i drzewo.
Co sprawia, że ty jesteś opowiadaczem? Rodzina? Dzielnica, w której dorastałeś? Skąd bierze się twoja relacja z opowiadaniem — zarówno ustnym, jak i pisanym?
Skąd to się bierze?
Engin Akyürek:
Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się takiego pytania. Dobre pytanie, ale też trudne, jeśli chce się na nie odpowiedzieć naprawdę uczciwie.
Po pierwsze — dziękuję, że widzisz mnie jako opowiadacza.
Myślę, że zadając to pytanie, trochę mnie znasz i masz już pewne przypuszczenia, skąd mogłaby pochodzić odpowiedź. To, że obaj jesteśmy z Ankary, że skończyliśmy tę samą uczelnię, że w naszym życiu przewinęło się wielu wspólnych ludzi i miejsc — to wszystko ma znaczenie.
Oczywiście nie da się sprowadzić bycia „opowiadaczem” do jednego źródła. To byłoby niesprawiedliwe.
Ale ogromny wpływ miała na mnie Ankara — jej klimat, atmosfera, szkoła średnia, studia, okres dorastania. Wszystko, co wtedy istniało wokół mnie, bardzo ukształtowało moją osobowość.
Rodzina też oczywiście ma znaczenie — matka, ojciec… Nie da się tego analizować jednostronnie. To całość.
Ale jeśli miałbym wskazać coś głównego, to Ankara jest w moim wnętrzu jak tło — i zajmuje tam bardzo ważne miejsce.
Kiedy piszę albo o czymś opowiadam, w mojej wyobraźni zawsze pojawia się Ankara. A przecież od 21. roku życia mieszkam w Stambule.
Burak Tamdoğan:
Nie znasz już tej „nowej Ankary”?
Engin Akyürek:
Nowej Ankary nie znam. Jeśli ktoś pyta, gdzie iść, gdzie coś zjeść — nie mam pojęcia o nowej Ankarze.
Burak Tamdoğan:
Ja też zupełnie nie.
Engin Akyürek:
Nie wiem, ale to jest trochę jak… jakbyś ciągle widział w snach swój dom z dzieciństwa. Wyobrażasz sobie dom, pokoje, w których się urodziłeś. To gdzieś zawsze zostaje w twojej podświadomości. Ulice Ankary, uniwersytet, liceum, szkoła średnia – wszystkie te ulice, które ukształtowały moją osobowość i charakter… one zawsze wracają mi przed oczami.
Burak Tamdoğan:
Ja też to widziałem podczas czytania, przepraszam, że wchodzę w słowo. Właściwie powinienem był to powiedzieć na początku, ale wtedy rozmowa poszłaby inaczej. Dla osób, które nie wiedzą: masz trzy książki. Trzy tomy opowiadań. Wszystkie trzy przeczytałem i czytało mi się je z przyjemnością – to chciałem powiedzieć na początku. Polecam je też do czytania. Ale aktora Engina Akyüreka wszyscy już znają.
No właśnie, kiedy mówisz „opowiadania”, ktoś mógłby zapytać: „o czym on w ogóle mówi, jakie opowiadania?”
Engin Akyürek:
Tak, trzy książki… jak to usłyszałem, sam się zastanowiłem: „trzy tomy opowiadań? Wow”. Nieźle, naprawdę nieźle.
Burak Tamdoğan:
A przy okazji prowadzisz też magazyn.
Engin Akyürek:
Tak, w zasadzie to, co ukazało się w magazynie, to zbiór tych opowiadań. Ale punkt wyjścia nie był taki, że „napiszę książkę”. Nie zaczynałem tej drogi z myślą „zrobię zbiór opowiadań”.
Moja droga zawsze trochę tak wygląda – ona się sama kształtuje w trakcie.
Często pytają mnie: „co będzie za 10 lat, co sobie wyobrażasz?”. I ja nie mam takich konkretnych, materialnych obrazów. To zawsze są rzeczy bardziej abstrakcyjne – jakieś uczucie, zapach, coś. I to się samo układa, prowadzi mnie gdzieś.
Tak samo było z książką. Pisałem. I w pewnym momencie pomyśleliśmy: „może zbierzmy to razem, niech to zostanie jako jakiś ślad w czasie, jako pamiątka dla bliskich, coś co można komuś podarować…”.
I wtedy zrozumiałem, że tworzenie czegoś poza aktorstwem bardzo mi służy. To było dla mnie dobre jako człowieka. I po prostu się tego uchwyciłem.
Nie miałem też żadnej literackiej ambicji, dlatego zawsze mówię to w nawiasie.
Jeśli chcecie coś opowiadać swoimi historiami – po prostu je opowiadajcie. Ja zresztą i tak to robiłem wcześniej. Czytałem ludziom to, co pisałem.
Burak Tamdoğan:
Już wcześniej pisałeś.
Jest tu sporo wskazówek. Chciałbym o nich porozmawiać, ale wrócę do pierwszego pytania. Zadam je może szerzej. Kto był pierwszym narratorem w życiu Engina, małego Engina, dziecka Engina? Kto opowiadał mu historie?
Engin Akyürek:
Dobre pytanie. Ja… przede wszystkim wychowywali mnie babcia i dziadek. Dorastałem z nimi w jednym domu, w domu z ogrodem. I to było miejsce, gdzie relacje sąsiedzkie były bardzo bliskie — takie „sąsiedztwo” to nie to, co dziś rozumiemy w nowoczesnym życiu, gdzie spotykasz sąsiada przy drzwiach albo na parkingu.
Tam to była relacja. Była przyjaźń. Była wymiana. Było poczucie odpowiedzialności. Były oczekiwania. Sąsiedztwo było czymś bardzo ważnym — tak to pamiętam z dzieciństwa. Stare osiedle, relacje, które zaczynały się od sąsiedztwa, tak samo ważne jak przyjaźnie.
Było tam wielu ludzi opowiadających historie. Bardzo wielu ludzi z historiami. I ja byłem świadkiem wielu opowieści — ktoś coś opowiadał, „popatrz, mam taką historię…”.
Ja tak naprawdę byłem świadkiem ogromnej liczby historii. W moim dzieciństwie były te opowieści, te kolory, te tekstury — ludzie z różnych kultur, z różnych miejsc. Ty też jesteś z Ankary, więc wiesz.
Ankara to w pewnym sensie miasto „stworzone” — powstałe wraz z Republiką. Miasto zbudowane przez Republikę. Ludzie przyjechali tam z różnych miejsc. Ma też swoją lokalność, swoją „wiejską” stronę.
Jest tam mentalność urzędnicza, ale też ludzie z różnych kultur, którzy się tam spotkali. Jest jednocześnie miejska i trochę wiejska — zawieszona między miastem a miasteczkiem. I to jest bogactwo. Tam jest historia.
Ankara jest dla mnie miastem, które trochę nie opowiedziało jeszcze w pełni swojej historii. Ta, którą pamiętam z lat 80. i 90., już nie istnieje. Ale wcześniej były inne warstwy — lata 70., 60., 50.
Jest też wpływ ludzi, którzy przyjechali z innych miejsc i stworzyli tam kulturę. Są dzielnice peryferyjne, gecekondular, i jednocześnie kultura republikańska, miejska.
W tym wszystkim jest ogrom historii. I myślę, że to wszystko w jakiś sposób przeszło do tego, co piszę — do mojego sposobu opowiadania.
Czyli szczerze mówiąc, mój narrator pochodzi z Ankary. W tym sensie dziękuję Ankarze — właściwie to Ankarze należy się podziękowanie. Bo moim zdaniem wszędzie jest ciekawie, jeśli są tam ludzie.
Ankara z jednej strony wydaje się miejscem, które lubią tylko Ankarczycy, ale z drugiej — ludzie z Stambułu często jej nie lubią albo nie potrafią polubić. A jednak jeśli chcesz zobaczyć tam historię, to Ankara ma bardzo wiele do zaoferowania.
I niech to nie będzie taka „laurka dla Ankary”.
Burak Tamdoğan:
Niech będzie!
Engin Akyürek:
Z perspektywy dwóch osób z Ankary można by pomyśleć, że tak trochę „opowiadamy o Ankarze”, ale ponieważ bardzo to przenika do moich tekstów i Ankara jest dla mnie silnym tłem, to jest dla mnie ważne miasto. I często o tym myślę. Kiedy coś piszę, zawsze przychodzą mi do głowy ulice Ankary.
Burak Tamdoğan:
W twoich opowiadaniach są na przykład historie „białych kołnierzyków”. Jest też ten świat nizin, gecekondular… nie używasz słowa „gecekondu”, ale z opisu to bardzo wyraźne. Choćby ten Dom Wariatów z opowiadania. Na litość boską, gdzie znajdziesz dom z blaszanymi ścianami? To przecież typowe gecekondu. Ale ja sam nie znam gecekondular w Stambule.
Engin Akyürek:
Pewnie widzieliśmy je w zdjęciach z planów filmowych, byliśmy tam.
Burak Tamdoğan:
Tak, w filmach.
Engin Akyürek:
Znasz to z kina.
Burak Tamdoğan:
Ale twoje „białe kołnierzyki” [=urzędnicy] nie są stambulscy. To białe kołnierzyki z Ankary - ludzie pełni trosk, czasem zaglądający do kieliszka. Kiedy dopada ich kryzys, nie uciekają do barów czy nocnych lokali. Zostają w domu i przeżywają swoje problemy w samotności, we własnym łóżku.
A teraz przejdę do czegoś. W twoim ostatnim zbiorze opowiadań widzę właśnie takich ludzi — opuszczonych, smutnych, zamkniętych w sobie. I oni są do siebie podobni. W Ankarze jest takich tysiące. My pewnie też byliśmy kiedyś jednymi z nich.
Engin Akyürek:
Może tak.

Engin_i_Ankara.jpg

---------------------------------
PS. EAPF - Jako ilustrację tej części rozmowy, poza zdjęciem z relacji Buraka Tamdogana, wybrałam zapowiedź opowiadania Buraka w Kafasina Gore z 2015 roku. Tekst na zdjęciu:
„Nie istnieje takie miasto jak Ankara.
Istnieją ludzie zwani Ankarą.
A jeśli nie znasz tych ludzi,
Ankara jest pustym łóżkiem...
Nie uwierzysz, ale
wszystkie wybrzeża Ankary są morzem.
Bo Ankara oznacza możliwość dotarcia
do każdego wybrzeża.”
Myśl zawarta w tym cytacie bardzo dobrze współgra z tym, co Engin mówi w wywiadzie o Ankarze. Nie opisuje jej jako atrakcyjnego miasta, lecz jako miejsce tworzone przez ludzi, wspomnienia, przyjaźnie i historie. To niemal ten sam sposób myślenia: Ankara nie jest przestrzenią, lecz relacjami między ludźmi.
Swoją drogą na zdjęciu widać drogowskazy na Ayrancı i Dikmen – czyli właśnie okolice Ankary, o których Engin wspomina w rozmowie, mówiąc, że kiedy pisze, wciąż wracają do niego ulice jego młodości. To dlatego ten cytat tak dobrze pasuje do fragmentu wywiadu o Ankarze jako „tle” jego wyobraźni.


część 2. Natura i miejsce człowieka w świecie / Zwierzęta i obserwacja świata

-----------------------------
PRZYPIS EAPF:
Mamak i Dikmen, wymienione na początku tego fragmentu rozmowy to dzielnice Ankary. Mamak przez wiele lat kojarzony był głównie z robotniczymi osiedlami, gecekondular (nieformalną zabudową) i napływem ludności z Anatolii. Dikmen, gdzie dorastał Engin Akyürek, również miał niegdyś charakter peryferyjnej dzielnicy z licznymi gecekondular, choć w ostatnich dekadach przeszedł znaczną modernizację. Obie dzielnice są często przywoływane jako przykład „starej Ankary” i jej specyficznej kultury społecznej.
------------------------------------
Burak Tamdoğan:
To jest zrozumiałe. Ale jest jeszcze ta historia o jeleniu. Tam jest opowiadanie „przyrodnicze”. O ile wiem, mieszkałeś w Mamak.
Engin Akyürek:
Nie, w Dikmen.
Burak Tamdoğan:
A, w Dikmen. Ok. Czyli próbowałem zrozumieć twoją relację z naturą. Ona jest ważna — bo jednym z filarów opowiadacza jest to, gdzie ustawia się wobec świata i natury.
Engin Akyürek:
Bardzo dobre pytanie. Z zewnątrz wygląda to tak, jakby „natura” oznaczała dla ludzi: jedźmy, rozbijmy namiot, chodźmy po górach… Ale ja nie jestem takim człowiekiem.
Choć w ostatnich latach zacząłem się nad tym mocniej zastanawiać. Gdzie jest człowiek w relacji z naturą? Gdzie się w tym ustawiamy? Gdzie będziemy za 20 lat? Gdzie będziemy jako ludzkość?
To daje mi coś bardzo wartościowego. Relacja człowieka z naturą, ze zwierzęciem, z ulicą — gdzie to wszystko się mieści? I dokąd zmierza?
Te historie nie powstają od razu jako „o relacji człowieka z naturą”. One tam po prostu przenikają.
Ja nie piszę w bardzo zaplanowany sposób. Nie umiem tak. Coś przychodzi, jakaś myśl, jakiś problem, i to wchodzi do tekstu.
W czasie pracy nad tą książką też pojawiało się pytanie: „jak człowiek ma ułożyć swoją relację z naturą?” I to jest jednocześnie indywidualna i bardzo duża decyzja.
Burak Tamdoğan:
Kiedy myślimy, że się od niej oddzieliliśmy…
Engin Akyürek:
Dokładnie. Ja też może myślałem, że się od tego oddzieliłem. Może sam się odizolowałem. Może przez długi czas świadomie tego nie dostrzegałem. Człowiek jest zajęty, biegnie przez życie, ma tysiąc spraw na głowie. Ale jest jedna rzecz, z którą wszyscy prędzej czy później będziemy musieli się zmierzyć.
Pewnego dnia staniemy twarzą w twarz z drzewem. Pewnego dnia z inną żywą istotą w naturze. W taki czy inny sposób dojdzie do tego spotkania. Nie da się od tego uciec.
To może być dobre spotkanie. Może być też trudne. Ale nie da się go uniknąć.
Natura funkcjonuje w określony sposób. Zawsze podaję ten sam przykład. Ta mewa, która lata nad Stambułem — nie wiemy przecież, od ilu tysięcy lat żyją tu jej przodkowie. Od pokoleń, z ojca na syna, od trzech, pięciu, może dziesięciu tysięcy lat. Nie wiem. Ale ona tu jest.
A ja? Ja przyjechałem do Stambułu dopiero niedawno. Więc kiedy patrzę na tę mewę, mam wrażenie, że to ona patrzy na mnie jak na przybysza. Dlatego zastanawiam się: kto powinien okazywać szacunek komu? Ja jej czy ona mnie?
Burak Tamdoğan:
Tutaj muszę coś wtrącić.
Engin Akyürek:
Bo nie możemy zapominać o jednej rzeczy. Musimy zrozumieć, że nie jesteśmy jedynymi mieszkańcami tego świata. Nie ma tu tylko nas, ludzi. Obok nas istnieje mnóstwo innych żywych istot.
I nie chodzi wyłącznie o szacunek. Oczywiście powinniśmy okazywać szacunek. Powinniśmy próbować rozumieć inne stworzenia, naturę, wszystko, co nas otacza. Człowiek ma obowiązek starać się to zrozumieć.
Ale musimy też znaleźć jakiś sposób współistnienia. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: jak to będzie wyglądało za pięćdziesiąt lat?
To są bardzo trudne kwestie i nie jest mi łatwo udzielić na nie jednoznacznej odpowiedzi. Ale uważam, że ktoś powinien próbować tych odpowiedzi szukać.
Burak Tamdoğan:
Chociażby szukać ich. Chcę powiedzieć coś słuchaczom. Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale za każdym razem, kiedy się spotykamy, przez pierwsze piętnaście czy dwadzieścia minut rozmawiamy o mewach.
Engin Akyürek:
Tak.
Burak Tamdoğan:
Dzisiaj też tak było. Rozmawialiśmy o pisklętach za oknem, o tej jednej mewie, która przylatuje.
Engin Akyürek:
Zawsze mamy jakąś historię o mewach.
Burak Tamdoğan:
W poprzednim mieszkaniu też o nich rozmawialiśmy. Nawet wykorzystałem to później w jednym ze swoich opowiadań.
Zresztą masz kota, więc i o nim rozmawiamy. Ale nie chodzi o to, że opowiadamy sobie, jak bardzo jesteśmy zmęczeni życiem czy pracą. To jest coś zupełnie innego.
I właśnie to w tobie lubię. Jesteś obserwatorem, ale jednocześnie, kiedy widzisz ptaka albo kota, który siedzi nieruchomo i tylko lekko porusza ogonem, potrafisz zatrzymać się dokładnie w tym samym miejscu co on. Kiedy o tym opowiadasz, jesteś częścią tej sceny.
Nie patrzysz z góry i nie mówisz: „ach, te mewy”. Dzisiaj wręcz zacząłeś ich bronić. Powiedziałeś mi: „wszyscy mówią o inteligencji wron, ale mewy też są inteligentne, przyjacielu”. Naprawdę stanąłeś w obronie mew.
Engin Akyürek:
Uważam, że mewy są stworzeniami, którym nie oddano należytej sprawiedliwości.
Za mało się je bada. Naprawdę. Myślę, że odpowiednie instytucje powinny się tym zająć. O mewach stambulskich mówi się zdecydowanie za mało i prowadzi się zbyt mało badań.
A ja powtarzam jedno: mewy wykonują w Stambule bardzo ważną pracę.
Pomyślmy o wszystkich odpadkach, resztkach jedzenia i śmieciach tego miasta. Wyobraźmy sobie, że na tydzień zabieramy ze Stambułu wszystkie mewy.
Naprawdę mogłoby się okazać, że miasto tonie w brudzie.
Burak Tamdoğan:
I morze też, prawda?
Engin Akyürek:
Tak, morze również.
Widzę to na własne oczy. To niezwykle skuteczni „czyściciele”. Naprawdę niesamowite zwierzęta.
Burak Tamdoğan:
Naprawdę była z tym związana świetna historia, ale dziś nie będziemy jej opowiadać. To zbyt długa opowieść. Chcę tylko powiedzieć coś w twoim imieniu, bo dla mnie to bardzo ważne.
Najważniejszą cechą opowiadacza jest głód zrozumienia.
Wiesz, ta historia z mewą? Dla niej potrafił pójść nawet do stowarzyszeń ornitologicznych i próbować dowiedzieć się, o co chodzi. Po co? Żeby zrozumieć. Czy zostanie od tego specjalistą od mew? To nieważne. Pierwszym odruchem opowiadacza jest chęć zrozumienia.


Engin_i_mewa_2.jpg

---------------------
PS. EAPF - jako ilustrację tej części rozmowy dodałam zdjęcie, które niegdyś umieścił Burak z życzeniami urodzinowym dla Engina - Engin z mewą oraz fotografię mew zrobioną przez samego Engina.


CZĘŚĆ 3 - Miłość w opowiadaniach / Znane i nieznane emocje

Burak Tamdoğan:

A teraz o historiach miłosnych w twoich opowiadaniach...Jest jedna, która mnie kompletnie poraziła. W tej chwili nie pamiętam tytułu. Ta, w której pojawia się motyw snu i słowa: „Zamknij oczy. Kontynuujmy”. Ojej... Łzy same mi popłynęły.

Engin Akyürek: Naprawdę spodobało ci się to opowiadanie?

Burak Tamdoğan: Tak, bardzo.W twoich opowiadaniach właściwie nie ma szczęśliwej miłości. No dobrze, jest jedna historia, gdzie bohaterowie starzeją się razem, ale nawet tam szczęście przychodzi później, jakby po czasie. Zresztą kobieta jest śmiertelnie chora... Nie będę teraz zdradzał treści książki.Ale nawet tam to szczęście jest bardzo delikatne, przefiltrowane przez doświadczenie. To nie jest jakieś beztroskie „żyli długo i szczęśliwie”.I nie chodzi mi o prosty wniosek: „Aha, czyli Engin pisze tylko smutne historie miłosne”. Nie o to chodzi. Chodzi o twoje spojrzenie na miłość.Te historie najwyraźniej równoważą w tobie coś bardzo konkretnego. Opowiedz mi trochę o Enginie poprzez te historie o miłości.

Engin Akyürek:  Oczywiście te postacie to nie jestem ja. I nie są też dosłownym odzwierciedleniem mojego spojrzenia na życie czy miłość. Ale mimo wszystko są zapisane moimi słowami, moimi zdaniami, pochodzą z mojej wyobraźni. To, co myślę i czuję, siłą rzeczy przenika do tych opowieści. Nie chciałbym też powiedzieć czegoś w rodzaju: „szczęśliwa historia nie zasługuje na to, by stać się opowieścią”. To byłoby zbyt uproszczone.Wiele zależy od tego, co wybierasz jako autor i co chcesz pokazać. Ja chyba po prostu taki jestem. Nawet jeśli moje historie mogłyby stać się bardzo mroczne i ponure, zwykle nie idą aż tak daleko. Z wyboru szukam w życiu czegoś innego. Wolę ironię. Wolę ten drugi wymiar rzeczywistości.I wydaje mi się, że podobnie jest z miłością i relacjami. Lubię ten szczególny związek między rzeczywistością a wyobrażeniem o niej. Właśnie tę przestrzeń pomiędzy. Zresztą naprawdę w to wierzę. Ludzie znają nas z telewizji. Bohaterowie, których gramy, są zakochani. Ale nie wiemy, co dzieje się z nimi później. Widz zna tylko fragment ich życia. Pomyślmy o „Titanicu”. Jest dwoje ludzi bardzo w sobie zakochanych. Jest finałowa scena, ich dłonie rozdzielają się, mężczyzna znika pod wodą. A przecież całkiem możliwe, że gdyby przeżyli, tydzień później rozstaliby się w Nowym Jorku. Ale siła tego filmu nie tkwi w tym, co mogłoby wydarzyć się później. Siła tkwi w tamtej chwili.W tym momencie, kiedy w lodowatej wodzie ich dłonie powoli się rozłączają. Na tym polega siła kina. I podobnie jest w literaturze czy opowiadaniach. Chodzi o uchwycenie ironii ukrytej w takich momentach. To właśnie mnie interesuje. Nigdy nie byłem człowiekiem o sztywnych przekonaniach, który mówi: „taki jestem i koniec”. Lubię się zmieniać. Lubię się aktualizować. Potrafię bardzo oddalić się od miejsca, z którego patrzyłem na świat pięć lat wcześniej. Moja historia cały czas się rozwija. Dlatego nie mam jednej definicji miłości ani jednego niezmiennego spojrzenia na życie. Oczywiście mam swoje wybory i preferencje, ale nie zamykam ich w gotowych formułach. Natomiast te uczucia, o których mówimy... To właśnie one tworzą historię.Wracając do twojego określenia „opowiadacz” — zarówno w literaturze, jak i w kinie, historię tworzy często to, że dwoje ludzi nie może być razem. A nawet kiedy już są razem, pojawia się nowy konflikt, który znów buduje opowieść.Ja po prostu lubię opowiadać o tym z pewną dozą ironii. Dwoje ludzi próbuje się spotkać, próbuje być razem, ale zawsze pojawia się jakiś paradoks, jakiś przewrotny element sytuacji. I właśnie to mnie interesuje.

Burak Tamdoğan: Tę ironię wykorzystujesz także w swoim aktorstwie.

Engin Akyürek: Lubię ją. Lubię się nią posługiwać. Ale nie potrafię powiedzieć: „Patrzę na miłość i życie w taki właśnie sposób, dlatego moje historie są takie a nie inne”.Bo wtedy bardzo bym się ograniczył, zamknął w jednej definicji. Sessizlik było przecież książką dużo bardziej delikatną niż ta ostatnia. Było bardziej o latach 90., o dzieciństwie, o Ankarze, o bardziej niewinnych historiach...

Burak Tamdoğan: I bohaterowie też byli bardziej dziecięcy.

Engin Akyürek: Tak, taka właśnie była ta książka. Taki był wtedy ten etap. Dlatego to, co piszesz, rozwija się razem z twoim życiem i z tym, co aktualnie przeżywasz.

Burak Tamdoğan: Wraz z dorastaniem. Dobrze, ale jak ty właściwie patrzysz na miłość? Z tego, co mówisz, rozumiem mniej więcej tyle: dwoje ludzi trzyma się za ręce, ich walka o siebie jest warta obserwowania, ale potem... co się stało dalej? Może się rozstali?

Engin Akyürek: Tak.

Burak Tamdoğan: I mam wrażenie, że właśnie tym też się interesujesz. Bo to widać w twoich historiach. Interesuje cię również to, co dzieje się po rozstaniu. Więc mam nowe pytanie. Skoro zajmujesz się także tą częścią historii — jako pisarz i jako aktor budujesz relację, pokazujesz jej głębię, złożone konflikty, prowadzisz ją aż do zakończenia. A kiedy żyjemy własnym życiem, tak przecież nie robimy. Bo gdybyśmy od początku myśleli o końcu, nigdy byśmy do niego nie doszli. Jak to wygląda u ciebie? Nie pytam o twoje życie uczuciowe. To już wiem. Interesuje mnie coś innego. Niech ci, którzy są ciekawi plotek, zachowają swoją ciekawość dla siebie. Chodzi mi o to, że jako opowiadacz, kiedy piszesz albo grasz, patrzysz na wszystko jak na konstrukcję historii. A jak to się ma do twojego własnego życia? Czy czasem się o to potykasz? Bo ja na przykład tak.

Engin Akyürek: Jeśli coś takiego się zdarza, zwracam uwagę na jedną rzecz. Patrzę, czy emocja, którą mam zagrać albo opisać, jest mi znajoma. Jeśli ją znam, jeśli gdzieś ją w sobie noszę, to jest wspaniałe. Wtedy mówię sobie: „dobrze, mam punkt zaczepienia”. Ale sama „znajomość” emocji bywa też niebezpieczna. Możesz myśleć, że ją znasz, a tak naprawdę jest ona bardzo daleko od ciebie. Czasem znajomość czegoś jest pułapką. Zwłaszcza w aktorstwie. Ty pewnie też tego doświadczyłeś. Wydaje ci się, że doskonale znasz dane uczucie, a właśnie to przekonanie nie pozwala ci go naprawdę odkryć. Bo „wiedzieć” oznacza coś konkretnego. To ma kolor, zapach, określony kształt. A człowiek chce odkrywać to, czego jeszcze nie zna. Chce do tego dotrzeć. W tym jest przygoda. Wchodzisz w nieznane, zanurzasz się w tym. To, co już znasz, wydaje się bezpieczne. Myślisz, że trzymasz to w dłoniach. Zaczynasz grać — i nagle okazuje się, że wcale tego tam nie ma. Tylko wydawało ci się, że znasz tę emocję.Tak samo jest podczas pisania. Emocja, którą wydaje ci się, że doskonale rozumiesz, może nagle zamienić się w coś bardzo nudnego. Pisanie o czymś, co już w pełni znasz, jest po prostu nudne. Dlatego zawsze powtarzam: samo pisanie „prawdy” nie jest dla mnie szczególnie pociągające. Oczywiście, prawda jest czymś niezwykle ważnym. Jest w niej pewna siła, pewne szczególne uczucie. Ale dosłowne opisywanie rzeczywistości nie robi na mnie wielkiego wrażenia. Nie wydaje mi się aż tak interesujące.

Burak Tamdoğan: Masz przecież takie opowiadanie.

Engin Akyürek: Które?

Burak Tamdoğan: O bohaterze, który uważa, że pisanie samej prawdy jest nudne.

Engin Akyürek: Tak, mam. Bo naprawdę tak myślę. Czuję to. Kiedy biorę jakieś wydarzenie, które rzeczywiście mi się przydarzyło, i mówię sobie: „przeżyliśmy coś takiego, napiszmy o tym”, wydaje się, że to świetna historia. A jednak tyle razy siadałem do takich opowieści i nie potrafiłem ich napisać. Bo to już jest rzeczywistość. To już się wydarzyło. Gdy zaczynasz to opisywać, a nie dodajesz fikcji ani nie przekształcasz tej prawdy, to ostatecznie i tak dochodzisz do miejsca innego niż samo wydarzenie. Wtedy pojawia się pytanie: gdzie właściwie jest ta prawda? Dlatego właśnie takie kwestie jak miłość czy sposób patrzenia na życie są bardzo ważne. To rzeczy niezwykle cenne i kształtujące. Bo kimkolwiek jesteś, jakie masz doświadczenia, jakie przeżyłeś życie — to wszystko i tak trafia do tego, co tworzysz. To wszystko się tam odbija. Nie piszesz przecież w oderwaniu od siebie. Tak samo podczas grania: wyobrażasz sobie ludzi, których znałeś, widzisz ich, destylujesz z nich pewne cechy i przenosisz je do postaci. Ale to, co wydaje ci się znane, oswojone i trzymane w dłoni, nie zawsze daje ci satysfakcję. Ja bardziej lubię emocje niepewne, nieoswojone, takie, za którymi trzeba podążać. Oczywiście to, co pojawia się w moich historiach, wynika z mojej własnej wrażliwości, z mojej natury, z tego, jakim jestem człowiekiem. Nie tworzę czegoś całkowicie oderwanego od siebie. Reakcje moich bohaterów nie są przypadkowe. Nie mówię, że „ja zachowałbym się dokładnie tak samo”, ale te emocje należą do mojego świata uczuć. To nie są uczucia całkowicie mi obce.

Burak Tamdoğan: Pięknie.

Engin Akyürek: Nie wiem, czy udało mi się to wyjaśnić.

Burak Tamdoğan: Ja nawet nie potrafiłem o to dobrze zapytać, a ty już odpowiedziałeś. Brawo.

Engin Akyürek: No proszę, brawa dla mnie. [śmiech]

CZĘŚĆ 4 Aktorstwo vs pisanie / Czytanie jako fundament wszystkiego.

Engin_read.jpg


Burak Tamdoğan:
Przejdźmy trochę do aktorstwa, bo to też jest pewien rodzaj opowiadania historii. Tyle że tam grasz coś, co napisał ktoś inny.
Jako człowiek, który sam pisze — a przecież miałeś też projekty oparte na własnych tekstach, później przerobionych na scenariusze — czytasz scenariusz już także oczami autora.
Ale kiedy zaczynasz grać, dopisujesz do niego kolejną warstwę. Bo cokolwiek by było zapisane na papierze, w chwili gdy nadajesz temu ciało i głos, historia zaczyna żyć własnym życiem. Oczywiście próbujesz zrozumieć intencję autora i podążać za nią, ale mimo wszystko tworzysz coś na nowo.
W twoich opowiadaniach często zachowujesz pewien dystans wobec bohaterów. Natomiast jako aktor wydajesz się nie mieć wobec nich żadnego dystansu. Tak to przynajmniej odbieram.
Ale jest coś wspólnego dla obu tych ról: podchodzisz do swoich postaci bardzo ironicznie. Jakbyś lubił się nimi bawić.
Engin Akyürek:
Tak. To chyba wynika z mojego spojrzenia na życie. Ponieważ mnie znasz, możesz zadać takie pytanie.
Rzeczywiście lubię tę ironię życia. To, że płaczemy wtedy, kiedy powinniśmy się śmiać, a śmiejemy się wtedy, kiedy powinniśmy płakać.
Lubię tę zmienność emocji i ten chaos, który istnieje w ludzkich uczuciach i życiowych sytuacjach.
To nadaje sens. Lubię w taki sposób odczytywać życie, postrzegać je z lekkim ironicznym dystansem.
Burak Tamdoğan:
Właśnie stąd bierze się smak życia.
Engin Akyürek:
Dokładnie. W tym tkwi jego smak.
Bo życie nie jest tylko czarno-białe. Między tymi dwoma kolorami istnieje nieskończenie wiele odcieni.
Jest jeszcze jedna rzecz. Ty też piszesz i grasz, więc dobrze to zrozumiesz. Pisanie i aktorstwo nie są od siebie tak odległe, jak mogłoby się wydawać.
Pamiętam, że gdy ukazała się moja pierwsza książka, wiele osób było zaskoczonych. W Turcji istnieje chyba przekonanie — czy to w świecie teatru, kina, czy po prostu wśród zwykłych ludzi — że od aktorów nie oczekuje się zbyt wiele poza samym graniem.
A przecież kiedy się nad tym zastanowić, sam zawód aktora jest głęboko związany z tym wszystkim.
Nie mówię tego po to, żeby szczególnie gloryfikować aktorstwo, ale aktor może pisać, może tworzyć. Może interesować się sprawami, które formalnie nie należą do jego obowiązków. Może mieć intelektualne pasje i ciekawość świata.
Bo nasz zawód od samego początku opiera się na czytaniu. W chwili, gdy decydujesz się zostać aktorem, jedną z najważniejszych rzeczy, jakie musisz robić, jest właśnie czytanie.
Burak Tamdoğan:
A to jest chyba najmniej znana prawda o tym zawodzie — że trzeba czytać.
Engin Akyürek:
Jeśli nie czytasz, jako aktor zaczynasz trochę wypadać z tego świata. Poza tym w procesie tworzenia postaci sam także ją tworzysz — w pewnym sensie ją piszesz.
Scenarzysta coś sobie wyobraża, reżyser coś sobie wyobraża, ty jako aktor również coś sobie wyobrażasz. Spotykają się więc trzy osoby, trzy elementy konstrukcji, i z tego rodzi się postać.
Aktor sam w sobie jest opowiadaczem. W pewnym sensie sam musi coś napisać. Może to przybrać formę literacką, może nie. Możesz pisać opowiadania albo nie. Ale w swojej wyobraźni aktor i tak coś tworzy, coś buduje.
Myślę, że od aktora po prostu nie oczekiwano czegoś takiego. Zderzyłem się z tym, gdy wydałem pierwszą książkę.
Ludzie mówili: „Aktor wydaje książkę?”
Kiedy jesteś znany głównie z seriali telewizyjnych, pojawiają się reakcje w rodzaju: „Po co mu to?”, „Dlaczego to zrobił?”, „On napisał książkę?”. Nie potrafię przytoczyć konkretnych słów, ale wyczuwałem takie nastawienie. Jakby aktorstwo i wydanie tomu opowiadań nie miały ze sobą nic wspólnego.
Burak Tamdoğan:
„Czego ci brakowało?”
Engin Akyürek:
Właśnie tak.
A przecież to wszystko należy do tego samego świata i bardzo mocno się ze sobą łączy.
To właśnie są główne elementy tego, co nazwałeś „opowiadaniem historii” (anlatıcılık). Pisanie i aktorstwo nie są od siebie aż tak różne.
Nie trzeba koniecznie siadać z kartką i długopisem, żeby coś napisać.
Jeśli potrafisz nadać postaci trójwymiarowość, jeśli naprawdę potrafisz ją opowiedzieć i pokazać — to już coś stworzyłeś. Już coś napisałeś.
Tyle że jako aktor musisz zrobić to sam. To należy do ciebie.
Musisz tę postać dopełnić w swojej głowie i osadzić ją w konkretnym miejscu.
Dlatego uważam, że pisanie i aktorstwo są ze sobą bardzo silnie związane.
Burak Tamdoğan:
I czytanie.
Engin Akyürek:
Czytanie przede wszystkim.
Naprawdę nie wiem, jak można funkcjonować bez czytania. Jeśli komuś się to udaje, to chyba wyłącznie przez przypadek. Albo musi obracać się w bardzo małym, zamkniętym kręgu.
Bo im więcej czytasz, tym więcej poznajesz różnych postaci stworzonych przez różne umysły. Wchodzisz do światów wyobraźni innych ludzi.
Dla mnie wszyscy bohaterowie powieści, których czytałem, są moimi przyjaciółmi.
Spacerowałem z nimi, odwiedzałem różne miejsca, rozmawiałem z nimi.
Dziś wielu z nich już nie pamiętam. Książki stoją gdzieś na półkach. Gdybyś mnie o nie zapytał, nie zawsze potrafiłbym opowiedzieć ich historię.
Ale oni gdzieś tam są.
Istnieją.
I wzbogacają człowieka.
W najgorszych chwilach, w momentach bezradności, przypominają ci coś ważnego. Dodają coś do twojego świata emocji.
Z powieści można nauczyć się bardzo wiele. Z dobrej literatury można nauczyć się bardzo wiele.
Dlatego wrócę do początku odpowiedzi i do twojego pytania.
Jeśli tak ostrożnie określam siebie wobec literatury, to właśnie z szacunku dla niej.
Istnieją wielcy pisarze — zarówno w naszej literaturze, jak i w literaturze światowej.
Czytaliśmy rzeczy niezwykłe i bardzo wiele zawdzięczamy im jako ludzie.
To oni pozwolili nam przeżyć emocje, których nigdy nie doświadczylibyśmy w swoim życiu. Pozwolili nam wejść dzięki wyobraźni do miejsc, do których nigdy byśmy nie trafili.
Sprawili, że przeżyliśmy te uczucia na tamtych ulicach, w tamtych światach.
Ja przeżyłem je w swojej wyobraźni. Dzięki nim uczyłem się świata.
Dziś wielu z tych książek już nie pamiętam. Minęły lata od ich lektury. Niektóre okazały się inne, niż je zapamiętałem.
Ale wiem, że one gdzieś we mnie są.
I wciąż coś mi szepczą.
Gdyby nie one, naprawdę nie byłbym dzisiejszym Enginem.
Dlatego uważam, że im więcej takich postaci, takich książek i dobrej literatury trafia do naszego wnętrza, tym lepiej.
Nie chcę kończyć tego w przesadnie dydaktyczny sposób, ale myślę, że dzięki temu możemy stać się lepszymi ludźmi i lepiej poznać samych siebie.
Bo droga do poznania siebie zaczyna się właśnie tutaj.
Nie poznajemy siebie od razu. Nie stajemy się nagle niezwykłymi ludźmi. Nie dochodzimy z dnia na dzień do jakiegoś ostatecznego punktu.
To jest podróż.
I dlatego uważam, że literatura jest jednym z najważniejszych elementów tej podróży.
Burak Tamdoğan:
Chyba poznając innych, poznajemy samych siebie. A potem uczymy się stawiać na ich miejscu.
Engin Akyürek:
I jeszcze jedno: oni stają się naszymi przyjaciółmi. Ci bohaterowie, wszystkie postacie z wielkich powieści, zostają gdzieś w nas. Są w jakimś zakątku naszego wnętrza. I zostaną tam aż do naszej śmierci. Bo dotknęli jakiejś części nas samych i współtworzyli nasz charakter.
Dlatego literatura jest tak ważna. W życiu możemy zrezygnować z wielu rzeczy, ale nie powinniśmy rezygnować z czytania i z literatury.
Burak Tamdoğan:
Mam pytanie z kategorii „plotkarskich”, ale takich literackich, naszych własnych. Czy spotkałeś kiedyś w filmach albo serialach kogoś, kogo wcześniej opisałeś w swoich opowiadaniach? Miałeś kiedyś moment: „Przecież ja już napisałem taką postać”?
Engin Akyürek:
Czy spotkałem moje postacie w życiu?
Burak Tamdoğan:
Tak, ale już po tym, jak je napisałeś. Widzisz kogoś i myślisz: „to przecież on”.
Engin Akyürek:
Wiesz, ja bardziej niż postacie opisuję sytuacje. Bardziej niż analiza charakteru interesuje mnie moment, w którym dana postać istnieje. To właśnie chwila, sytuacja, sprawia, że ta postać jest tym, kim jest.
Dlatego lubię opowiadania. Lubię te krótkie momenty zawarte w opowiadaniach. Czasem rozmawiamy przecież o tym, czy powinienem napisać powieść.
Powieść to jednak zupełnie inne uprawnienia i zupełnie inna podróż. Nie chodzi tylko o większą liczbę stron. Powieść wymaga właśnie tego, o czym mówisz: szczegółowego budowania postaci, nadawania jej trzeciego wymiaru.
Tego akurat nie robię w swoich opowiadaniach. Powieść oznacza stworzenie większego świata i zabranie czytelnika w długą podróż z bohaterami. Tak jak bohaterowie wielkich powieści stali się moimi przyjaciółmi, tak czytelnik powinien przejść przez te trzysta czy pięćset stron razem z postaciami. Powinien w swojej wyobraźni ożywić ten świat.
Ja tak nie piszę. To nie znaczy, że świadomie tego unikam, ale mój sposób pisania taki nie jest. Wolę wybrać miejsce albo sytuację i opowiedzieć historię poprzez reakcję stworzonej przeze mnie postaci — narratora czy bohatera w określonym wieku — na to, co dzieje się w tej sytuacji.
Oczywiście te sytuacje są mi bliskie. Wiele z nich przeżyłem. Reakcje pojawiające się w tych momentach mają swoje odpowiedniki w moim życiu.
Ale nie spotkałem dokładnie tych samych postaci. Zresztą to bardzo trudne.
Sam jesteś aktorem. Czy znamy w prawdziwym życiu bohaterów, których gramy? Czy spotykamy takich ludzi? Czasem tak. Czasem ich widzimy.
Czasem obserwujemy ich z daleka. Czasem znamy ich jeszcze zanim zaczniemy grać. Myślimy wtedy: „Tak, znałem kiedyś kogoś takiego. Taki człowiek pojawił się kiedyś w moim życiu”.
Nie da się tego łatwo zamknąć w jednej kategorii.
Tak naprawdę chodzi o emocje. O to, co dana postać wnosi do twojego świata uczuć. Na przykład relacja starego człowieka z psem. Może być inspirowana obrazem, który zobaczyłeś kiedyś w dzieciństwie. Migawką uchwyconą z daleka. Czymś, co wywołało w tobie określone uczucie.
To właśnie jest dla mnie ważne.
Próbuję budować historie właśnie na takich emocjach. Na tym wrażeniu, które pozostaje po chwili.
No i zobaczymy. Powstały już trzy książki. Jak długo to jeszcze potrwa? Co będę robił dalej? Nie mam żadnych wielkich ambicji ani planów typu: „teraz napiszę to, potem tamto”.
Jedno wiem na pewno: to bardzo wiele mi daje. Wiem, że dobrze mi służy.
Jeśli będę mógł dalej pisać — jeśli historie będą przychodzić naturalnie. Bo nie da się usiąść i na siłę powiedzieć sobie: „teraz napiszę opowiadanie”.
Jeżeli przychodzą, jeżeli mogę pisać, to ta podróż będzie trwała tak długo, jak długo będzie chciała trwać.
Burak Tamdoğan:
Myślę, że dopóki jesteś ciekawy świata i dopóki szukasz odpowiedzi, będziesz pisał.
Bo uważam, że jesteś dobrym opowiadaczem. I nie mówię tego tylko dlatego, że cię lubię jako człowieka. Lubię też twoje pisanie. Zawsze powtarzam jedną rzecz: „Nie możecie czytać książek? To znaczy, że wybraliście niewłaściwą książkę”.
Engin Akyürek:
O, to jest dobre. Naprawdę dobre. Myślę, że istnieje książka dla każdego.
Burak Tamdoğan:
Nie możesz czytać? Odłóż ją. Sięgnij po inną.
Engin Akyürek:
To naprawdę świetne.
Burak Tamdoğan:
Wiesz, dlaczego zostałem dobrym czytelnikiem?
Engin Akyürek:
Kradnę to zdanie.
Burak Tamdoğan:
Bierz, jest twoje.
Engin Akyürek:
Naprawdę je kradnę. Będę je powtarzał.
Burak Tamdoğan:
Powtarzaj.
Engin Akyürek:
To bardzo trafne. Bo naprawdę wierzę, że istnieje książka, którą może przeczytać każdy.
Burak Tamdoğan:
Właśnie. I spójrz na to, o czym mówiłeś przed chwilą. Powiedziałeś, że bohaterowie książek stają się naszymi przyjaciółmi. Ja też często tłumaczę ludziom: ile osób można poznać w ciągu jednego życia? Ile kultur? Ile ludzkich wnętrz?
A jeśli czytasz książki, ten limit przestaje istnieć. Możesz pojechać do miejsca, w którym nigdy nie byłeś — choćby do Kuala Lumpur — i poznać tamtejszą kulturę albo historię jakiejś dziewczynki mieszkającej po drugiej stronie świata.
Engin Akyürek:
A do tego tworzysz to wszystko we własnej wyobraźni, w swojej podświadomości, własnymi obrazami. [...]

CZĘŚĆ 5 - o ekranizacji dzieł literackich / o długich spojrzeniach i emocjach w serialach tureckich

ekranizacja.jpg

Wspomnijmy ostatni fragment rozmowy Buraka z Enginem
Burak Tamdogan:
A jeśli czytasz książki …
Możesz pojechać do miejsca, w którym nigdy nie byłeś — choćby do Kuala Lumpur — i poznać tamtejszą kulturę albo historię jakiejś dziewczynki mieszkającej po drugiej stronie świata.
Engin Akyürek:
A do tego tworzysz to wszystko we własnej wyobraźni, w swojej podświadomości, własnymi obrazami.
Engin kontynuuje ten wątek:
Myślę, że właśnie dlatego wielkie dzieła literackie po ekranizacji rzadko osiągają taką samą siłę oddziaływania. Bo ja tę książkę przeczytałem. Ona istnieje w mojej wyobraźni. To ja stworzyłem ten świat. Ci bohaterowie żyli już wcześniej w mojej głowie.
Kiedy jednak powstaje film, widzimy tylko jedną konkretną wersję. Ograniczoną do tego, co stworzył aktor i co pokazał reżyser. Do konkretnych miejsc, konkretnych twarzy i konkretnych obrazów.
Nie wiem, czy zwróciłeś na to uwagę, ale najlepsze filmy nakręcone na podstawie wielkich dzieł literackich bardzo często okazują się po prostu dobrymi filmami, podczas gdy same książki są wybitne.
Burak Tamdoğan:
Tak. Bo film nigdy nie jest w stanie pomieścić całej powieści, jej głębi.
Engin Akyürek:
Bo sama powieść jest już przeciętna, a reżyser może ją rozwinąć i pogłębić. Ale jeśli mamy do czynienia z czymś naprawdę wybitnym... Jak można by zamienić „Zbrodnię i karę” w film?
Mimo że próbowano. Powstało wiele adaptacji. Rosjanie robili takie filmy. Powstało mnóstwo historii inspirowanych „Zbrodnią i karą”, samą ideą zbrodni i kary.
A jednak to nigdy nie będzie to samo.
Bo tam już istnieje literatura. Kiedy czytamy tę powieść, za każdym razem sami odtwarzamy w wyobraźni scenę morderstwa. Bo który reżyser mógłby to nakręcić? Który aktor mógłby to zagrać? I który aktor byłby w stanie oddać to dokładnie tak, jak istnieje to w mojej wyobraźni?
To bardzo trudne.
Burak Tamdoğan:
Powiedziałeś coś bardzo ważnego. Wyobraźnia człowieka...
Można nakręcić „Annę Kareninę”, ale wtedy dostajemy coś więcej niż zwykłą historię miłosną. Bo jak pokazać cały ten wewnętrzny chaos, który jest w Annie Kareninie?
Engin Akyürek:
A przecież ją ekranizowano.
Burak Tamdoğan:
Właśnie. Ekranizowano. Ale wtedy dostajesz historię miłosną. Albo historię pełną akcji. Dobrze, ale co zrobić z tą ogromną jaskinią, tą otchłanią która jest wewnątrz Anny Kareniny? Kto ją pokaże? Jak można to pokazać?
Engin Akyürek:
Nie da się.
Myślę, że nawet kino nie ma takiej mocy. Reżyser może pokazać tylko określone miejsca, określone obrazy.
W tym momencie historia przestaje należeć do mnie. Zabierasz moją wyobraźnię i zastępujesz ją wyobraźnią reżysera oraz postacią stworzoną przez aktora.
W efekcie wszystko staje się dwuwymiarowe. A przecież mój świat był trójwymiarowy. Był głębszy. Znajdował się gdzieś indziej. Akcja rozgrywała się w miejscu istniejącym wyłącznie w mojej wyobraźni.
Dlatego to takie trudne.
Może istnieją wyjątki. Nie wiem. Może są takie przypadki, kiedy można powiedzieć: „To była znakomita powieść i jednocześnie znakomita adaptacja”.
Ja jednak nie potrafię sobie takiej przypomnieć.
Burak Tamdoğan:
Ja też nie.
Engin Akyürek:
Może nie powinienem być aż tak kategoryczny. Może jednak istnieją takie przypadki.
Burak Tamdoğan:
Ale nawet od strony technicznej nie wydaje się to zbyt możliwe.
Engin Akyürek:
Myślę, że światowe kino doszło już do pewnego etapu. W pewnym sensie przyjęto, że wielkich dzieł literackich po prostu nie da się w pełni przenieść na ekran. I chyba nawet nie próbuje się już tego na siłę.
Zdaje się, że ostatnio ekranizowano Wichrowe Wzgórza. Nie wiem, nie oglądałem tego filmu.
Zresztą takie historie i tak muszą być opowiadane. Nawet jeśli nie ekranizuje się ich pod tym samym tytułem, bierze się główny motyw i tworzy coś podobnego. Ostatecznie pod słońcem nie ma już niewypowiedzianych słów.
Istnieją pewne podstawowe konflikty, pewne uniwersalne historie. Bierzemy je i opowiadamy na nowo, w innych konfiguracjach, w innych okolicznościach. Tak powstają filmy, tak powstają opowieści.
To samo robimy w serialach. Budujemy określone konflikty i rozwijamy wokół nich historię.
Nie ma tu aż tak wielkiej różnicy.
Ale wziąć gotową strukturę, dzieło literackie, i zamienić je w film — to naprawdę nie jest łatwe zadanie.
Burak Tamdoğan:
Kiedyś rozmawiałem z rumuńskim aktorem. Rozmawialiśmy o filmach, serialach, o tureckich produkcjach. Ktoś zapytał go:
„Jak ci się podobają? Oglądałeś je?”
Odpowiedział:
„Tak, oglądałem.”
Chodziło o te długie spojrzenia, z których ludzie często żartują.
I wtedy powiedział coś ciekawego. Byliśmy akurat na festiwalu. Powiedział:
„Wydaje mi się, że podczas tych długich spojrzeń sami wkładamy tam własne emocje. Dlatego mi się to podoba.”
Engin Akyürek:
Piękne.
Burak Tamdoğan:
To wydało mi się bardzo interesujące.
Engin Akyürek:
Właściwie powiedział coś bardzo trafnego.
Oczywiście to, o czym mówisz...
Burak Tamdoğan:
Choć przyczyny są też inne.
Engin Akyürek:
Jeśli ktoś chce krytykować tureckie seriale wyłącznie za te długie spojrzenia, może sprowadzić całą sprawę do tego. Zresztą dziś i tak robi się to znacznie rzadziej.
Myślę, że już nie tak często jak dziesięć lat temu. Widzowie mają dziś mniejszą zdolność koncentracji. Wszystko dzieje się szybciej, telefony weszły do naszego życia i czas, jaki potrafimy poświęcić jednej rzeczy, wyraźnie się skrócił.
Oczywiście nadal są długie spojrzenia. Nadal są technicznie realizowane takie sceny: ludzie patrzą na siebie, pod spodem leci muzyka, ujęcia trwają długo.
Ale w tym, co powiedział ten aktor, jest sens.
Wszystko zależy od tego, jak opowiadasz historię.
Co chcesz w tej scenie przekazać?
Możesz opowiadać muzyką. Jako narrator.
Możesz opowiadać spojrzeniami.
Może to nawet przypominać teledysk.
W końcu masz muzykę, dwoje ludzi patrzących na siebie i powstaje pewien „teledyskowy” nastrój — coś, co w telewizji nazywamy sceną podłożoną muzyką.
Ale najważniejsze jest co innego.
Jaką emocję wywołuje to u widza?
Co on tam czuje?
Czy odbiera emocję, którą chciałeś przekazać, czy nie?
To jest dla mnie najważniejsze.
Jeżeli właśnie taki był twój zamiar — nie ma problemu.
Ale jeśli nie taki był cel, wtedy jest problem.

CZĘŚĆ 6 - o poezji i znalezieniu odpowiedniego sposobu do opowiedzenia historii

poetry.jpg

Burak Tamdoğan:
Wrócę do jeszcze jednej rzeczy. Gdy porównuję twoje pierwsze opowiadania z trzecim tomem, widzę, że coraz mocniej pojawiają się w nich zdania o poetyckim charakterze. Zdania niemal zbliżające się do poezji. A ja, choć znamy się od lat i bardzo cię lubię — chciałbym, żeby wszyscy tutaj też cię polubili — to akurat nie znam twojej relacji z poezją. Dlatego zachowałem to pytanie na rozmowę i nawet wcześniej o tym nie wspominałem. Jaka jest twoja relacja z poezją? Bo mam wrażenie, że jej szukasz i wykorzystujesz ją w swoich zdaniach.
Engin Akyürek:
Chyba nie.
Naprawdę nie. Oczywiście poezja... Pisanie poezji jest czymś bardzo trudnym. Nigdy nie pisałem wierszy. A właściwie nie potrafiłem ich pisać. Pewnie próbowałem, ale nie potrafiłem. Uważam, że pisanie poezji jest bardzo trudne. Mam też ogromny szacunek dla ludzi, którzy piszą poezję. Tworzyć wiersze konsekwentnie i na odpowiednim poziomie to nie jest łatwa sprawa. Można napisać jeden wiersz, ale drugi może być już czymś zupełnie innym. Wypracowanie własnego języka poetyckiego jako gatunku literackiego nie jest łatwe.
Powiedzmy, że piszesz tomik poezji. Napisać trzydzieści wierszy utrzymanych w tym samym języku i tej samej stylistyce — to nie jest proste.
Jako czytelnik również nie mam szczególnie silnej relacji z poezją. Nie zajmuje ona dużego miejsca w moim świecie.
Ale... nie wiem, czy rzeczywiście to odczuwam w taki sposób. Jest natomiast coś innego. Staram się tworzyć spójny język. Bo mnie się wydaje, że wszystkie moje opowiadania są właściwie takie same. Ja to wiem. Dlatego jakieś słowo użyte tutaj pojawiło się też w ósmym opowiadaniu. Jakieś zdanie również. I nie widzę w tym problemu.
Ponieważ choć te historie są kontynuacjami różnych losów, choć opowiadają je różni narratorzy i ludzie z różnych środowisk społecznych, to tak naprawdę wszystkie opowiadają tę samą historię. Przynajmniej w moim odczuciu.
Są jak ciąg dalszy siebie nawzajem.
To, co próbuję robić, polega na tym, że... Dla mnie najważniejszą rzeczą w pisaniu jest język. Możesz mieć historię i może to być historia naprawdę warta opowiedzenia. Ale możesz nie znaleźć sposobu, żeby ją opowiedzieć.
Najważniejsze jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak ją opowiedzieć. I znalezienie najprostszego sposobu, by spotkała się z czytelnikiem.
Czasem zdarza się, że mam historię, do której jestem całkowicie przekonany. Mówię sobie: „To niesamowita historia. Napiszę ją”. Ale nie wychodzi. Nie potrafię jej napisać.
Bo nie mogę znaleźć dla niej języka.
Czy powinienem opowiedzieć ją własnym głosem? A może głosem kogoś innego? Od czego właściwie zacząć? I wszystko to musi mieć jedność językową. Muszę zbudować to jako jedną, spójną konstrukcję.
Myślę, że właśnie temu poświęcam najwięcej pracy.
Chcę, żeby czytelnik miał poczucie, że niezależnie od tego, czy czyta pierwsze opowiadanie, czy dwudzieste — wszystkie te historie dzieją się w tym samym uniwersum. Nawet jeśli są różnymi historiami, chcę, żeby należały do tego samego świata i tego samego języka.
Dlatego zdarzało mi się rezygnować z napisania historii, które mógłbym opowiedzieć zupełnie inaczej, bo nie pasowały do tego uniwersum.
Oczywiście dziś jest inaczej niż kiedyś. To się zmienia. Najprawdopodobniej wszystko będzie się rozwijało i zmieniało wraz z każdym kolejnym tekstem. Bo pisanie naprawdę przypomina sport.
Piszesz, piszesz, piszesz — i stajesz się coraz lepszy.
Ale czasem pojawia się potrzeba pójścia w zupełnie innym kierunku. Idziesz tam, a potem okazuje się, że to miejsce, którego nie znasz i którego nie lubisz.
Wtedy ta historia nie chce się napisać i wracasz z powrotem.
Ja chyba właśnie to lubię.
Chcę mieć coś własnego.
Chcę, żeby mój język opowiadań miał własne ramy, własny charakter. Może to być proste. Może być krytykowane. Może się nie podobać. Może wydawać się poetyckie.
Ale niech będzie moje.
Oczywiście są pisarze, których czytałem, podziwiałem i którzy wywarli na mnie wpływ. Są miejsca, z których coś zaczerpnąłem.
Ale kiedy doszedłem do trzeciego tomu opowiadań, zacząłem czuć, że mam już własne uniwersum. Że istnieje świat, po którym mogę się poruszać własnymi słowami, własnym spojrzeniem i własną wyobraźnią. I że potrafię w nim tworzyć coś swojego.
Burak Tamdoğan:
Zanotowałem sobie kilka zdań, które chciałbym cytować tak samo, jak cytuje się ulubionych pisarzy. I przede wszystkim sprawiło mi to ogromną satysfakcję. Ale też jako czytelnik miałem kilka momentów, kiedy pomyślałem: „Wow”. Dlatego właśnie zapytałem cię o poezję. Być może to też jest jakaś cecha narratora...
Engin Akyürek:
Oczywiście, ty bardzo lubisz poezję i sam posługujesz się poetyckim językiem. Dlatego to dostrzegasz i rozumiem, że właśnie tak to odczytujesz.
Ale naprawdę... umieć napisać wiersz...
Weźmy choćby twoją ostatnią książkę. Ja na przykład nie potrafiłbym napisać takiej książki. To wymaga ogromnej biegłości. Nie chwalmy się tu nawzajem, ale dla mnie to coś, co mógłbym stworzyć dopiero na zupełnie innym etapie.
Umieć opowiedzieć swoją historię w taki sposób... To coś wyjątkowego.
To, co ja opisywałbym przez trzydzieści stron, ty być może potrafisz wyrazić w dwóch zdaniach.
To jest zupełnie inna umiejętność.
Dlatego pochwalmy też trochę poezję. Poezja wymaga szczególnego talentu i znajduje się w zupełnie innym miejscu.
Ja próbowałem. Naprawdę próbowałem. I nie wyszło. Po prostu nie wyszło.
Burak Tamdoğan:
Moim zdaniem to i tak jest obecne w twoich opowiadaniach.
Ale skoro ja też zacząłem pisać opowiadania, to czy jesteśmy teraz kolegami po fachu?
Engin Akyürek:
Naprawdę tak jest.
--------------------
EAPF : przy okazji poezji - wiersza Istanbul'u Dinliyorum recytowanego przez Engina (Kerima) możecie wysłuchać pod podanym linkiem z polskim tłumaczeniem.


CZĘŚĆ 7 - Kacis / każda historia ma swój czas

kacis_2.jpg
Burak Tamdoğan:
Powoli zbliżajmy się już do końca. Tak naprawdę jest jeszcze mnóstwo tematów, o których moglibyśmy rozmawiać. I pewnie kiedy wyłączymy kamery, i tak będziemy dalej rozmawiać. Tylko że wtedy ta rozmowa zostanie już dla nas.
Na koniec chciałbym wrócić do jednej rzeczy. Powstał serial oparty na twoim opowiadaniu. Rozmawialiśmy o tym już wcześniej. Bardzo mi się ten serial podobał.
Co więcej, dotykał on ważnego problemu współczesnego świata i pojawił się dokładnie w momencie istotnych przemian zachodzących na świecie, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie.
I wiem też, że masz inne opowiadania, które mają podobny potencjał. W tym nowym zbiorze również takie są. Czytam je i myślę sobie: „To dałoby się zekranizować...”
Engin Akyürek:
Które?
Burak Tamdoğan:
Jest ich jedno albo dwa. Mam podpowiedzieć? Mogę dać jakąś wskazówkę?
Engin Akyürek:
Powiedz, bo naprawdę nie wiem. To są jednak opowiadania. Gdyby to była powieść, byłoby trudniej, ale przy opowiadaniu myślę, że możesz zdradzić.
Burak Tamdoğan:
Wiesz, to opowiadanie o człowieku, który napisał historię rodziny swojego kolegi z ławki… To jest film, Engin. Naprawdę film. Pełnoprawny film. I można by go nakręcić. A potem nawet pokazać prawdziwą historię, która za nim stoi.
Mnie najbardziej poruszył tam list syna. Ten moment, kiedy mówi:
„Dlaczego tak o nas pomyślałeś? Dlaczego nas wykorzystałeś?”
A jednocześnie jest z tego dumny.
Pomyślałem wtedy, jak niezwykłe jest ludzkie życie — i jak bardzo różni się to, co przeżywamy, od tego, jak zostaje to później opowiedziane.
Mógłbym wymienić więcej takich opowiadań. Przeczytajcie je. Ja czytałem je z ogromną przyjemnością.
I myślę, że również w innych twoich historiach są podobne rzeczy.
Engin Akyürek:
Są.
Oczywiście „Kaçış” to zupełnie inna historia niż wszystkie te opowiadania.
„Kaçış” powstał z konkretnej potrzeby, z konkretnego problemu, który chciałem opowiedzieć. Został napisany i przez bardzo długi czas po prostu leżał na papierze, czekając na swoją kolej. Czekając, aż zostanie zrealizowany.
I myślę, że na tym polega też siła opowieści.
Czasem coś napiszesz i to po prostu czeka. Czeka. Czeka na swój czas. Na swoje miejsce. Na odpowiednie warunki.
Zresztą ty byłeś jedną z pierwszych osób, które o tym usłyszały. Mówiłem ci przecież:
„Mam w głowie taką historię.”
To było gdzieś w 2016 albo 2017 roku.
A potem, po latach, w 2022 roku, udało się ją zrealizować. Tak to właśnie czasem wygląda.
I to jest jednocześnie najpiękniejsza część bycia narratorem, ale też ta, która wymaga największej cierpliwości.
Czas.
Każda historia ma swój czas.
Nawet bardzo dobra historia może jeszcze nie odnaleźć swojego momentu. Może nie znaleźć odpowiednich warunków.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której dobrze wiesz. To, co wydaje ci się dobre... według jakiego właściwie kryterium jest dobre? To bardzo względne.
Czasem wydaje ci się, że masz świetną historię. Zaczynasz nad nią pracować i nagle widzisz, że to nie działa. Może być świetną historią, ale po zamianie na scenariusz przestaje działać. Bo historia i scenariusz to dwie różne rzeczy. Scenariusz jest czymś zupełnie innym. Może być znakomitym scenariuszem, ale nie da się go nakręcić. Czasem brakuje mu warstwy wizualnej.
To są bardzo różne sprawy.
Dlatego nie wszystko, co jest dobre, musi zostać sfilmowane, wydane albo zrealizowane. Dobra historia pozostaje dobrą historią. I czasami powinna zostać tylko u ciebie. Albo u mnie. W naszej własnej przestrzeni.
Ja sam mam wiele historii, które zostają tylko ze mną. Pozostają we mnie jako opowieści. Opowiadam je czasem tobie, ale nie zapisuję ich. Bo czasem coś po prostu nie powinno trafić na papier. A kiedy już trafi, może nie być aż tak poruszające, jak wtedy, gdy istnieje tylko w opowieści.
Burak Tamdoğan:
Z antropologicznego punktu widzenia dziś przyjmuje się już pewną tezę — mówi o tym także np. Yuval Noah Harari. Kiedy Homo sapiens po raz pierwszy dotarł z Afryki Środkowej do Anatolii, mniej więcej 65 tysięcy lat temu, zetknął się z neandertalczykami. A neandertalczycy byli od nas znacznie więksi, silniejsi i po prostu nas rozbijali. Zabijali.
Pięć tysięcy lat później Homo sapiens przychodzi ponownie, przechodzi przez Anatolię, północne tereny, Kaukaz, Bałkany — i idzie dalej. Tymczasem neandertalczycy wymierają. Mamuty również znikają.
I pojawia się pytanie: co zmieniło się przez te pięć tysięcy lat? Co takiego zrobiłeś? Co zrobiłeś?
Nie urosłeś. Nie stałeś się silniejszy fizycznie. Więc co się zmieniło?
Wiesz co?
Przeszedłeś rewolucję poznawczą.
Opowiadając historie, tworzyłeś historię. Tworzyłeś wspólną pamięć, strategie działania, wierzenia, wspólną przeszłość. Dzięki temu zamiast stawać naprzeciw grupy dwunastu ludzi, mogłeś stanąć tam w setkę.
Engin Akyürek:
Właśnie to jest, moim zdaniem, jedna z rzeczy, które czynią nas wyjątkowymi — zdolność opowiadania. Umiejętność bycia istotą społeczną, wykorzystywania naszych kompetencji społecznych i działania w sposób zbiorowy.
Oczywiście inne żywe istoty również potrafią działać kolektywnie, ale nie w taki sposób jak my. Tam nie ma tego wymiaru poznawczego, nie ma emocji w takim znaczeniu. Dlatego właśnie jesteśmy tak... To właśnie dzięki temu doszliśmy do miejsca, w którym dziś jesteśmy.
Wyobraź sobie, że nagle byśmy to utracili.
Burak Tamdoğan:
Pomyśl o tym jak o chłopcu z twojego opowiadania.
Engin Akyürek:
Przecież samo pismo pojawiło się stosunkowo wcześnie w historii ludzkości. Wynalezienie pisma nastąpiło dość wcześnie. Ale zanim ono powstało, ludzkość przetrwała dzięki temu, że ludzie opowiadali sobie historie, przekazywali je z pokolenia na pokolenie i w ten sposób dotarli aż do naszych czasów.
Tak, i właśnie stąd w pewnym sensie bierze się tamto opowiadanie.
Skoro już mowa o książce z opowiadaniami, pozwólcie, że ją trochę podsumuję.
Mam świadomość, że niektóre historie zasługują na to, by były dłuższe. Zdaję sobie z tego sprawę. Czasami słyszę też takie uwagi:
„Dobrze, ale to mogło być znacznie dłuższe.”
„Mogło być bardziej pogłębione.”
„Można było wejść głębiej.”
Ja jednak chcę przede wszystkim jednego: chcę, żeby ktoś, kto bierze do ręki ten zbiór opowiadań, naprawdę go przeczytał do końca.
I wierzę też w coś jeszcze. Być może, gdybym zobaczył takie podejście w książce innego autora, niekoniecznie by mi się spodobało. Ale ja sam świadomie wybieram właśnie tę drogę.
Jeśli coś, co można opowiedzieć na pięćdziesięciu stronach, da się opowiedzieć na dziesięciu, to opowiedzmy to na dziesięciu.
Burak Tamdoğan:
Czyli mówisz: „Nie męczmy ludzi.” 🙂Engin Akyürek:
Nie mówmy tego w ten sposób, żeby nie zabrzmiało to niegrzecznie. Jeśli ktoś potrafi przez pięćdziesiąt stron utrzymać moją uwagę, nie nudząc mnie, a jednocześnie nadając historii głębię, to nie ma żadnego problemu. Chodziło mi raczej o to, żeby ludzie po prostu chcieli tę książkę czytać.
Burak Tamdoğan:
Tak przy okazji powiem, że sama krótka forma...
Engin Akyürek:
Chciałem, żeby to płynęło. Żeby opowieść toczyła się bez znużenia czytelnika.
W pewnym momencie zaczynasz dostrzegać coś takiego: jeśli jestem w stanie opowiedzieć tę historię przy tej liczbie stron i przy użyciu właśnie takiego języka, takich postaci i słów, to znaczy, że wszystko jest w porządku.
Czy można by opowiedzieć ją bardziej szczegółowo? Oczywiście.
Czy można by opowiedzieć ją dłużej? Oczywiście.
Ale ja wybrałem właśnie tę formę.
A przy tym wiem też, że kilka historii — szczególnie cztery czy pięć z nich — zasługuje na to, by kiedyś zostały sfilmowane albo opowiedziane szerzej, w dłuższej, bardziej wizualnej formie.
Burak Tamdoğan:
Zgadzam się. Ale dodam coś od siebie.
Ponieważ nie zamykasz swoich bohaterów i wydarzeń, tylko zostawiasz uchylone drzwi, dajesz czytelnikowi możliwość uruchomienia własnej wyobraźni. Nieważne już, czy nazwiemy to krótką czy długą formą.
Gdyby tekst był dłuższy, sam wszedłbyś przez te otwarte drzwi i wszystko dopowiedział.
A ja mogę powiedzieć to o wielu twoich opowiadaniach: one pozwalają mi snuć własne wyobrażenia. Nie w taki sposób, że zostaję z poczuciem: „No i co właściwie się stało?”, tylko dlatego, że zostawiasz pewne drzwi otwarte.
Tak samo budujesz zakończenia. Są bardzo smakowite. Sprawiają, że człowiek mówi: „No dobrze... i co dalej?”.
Ale zaraz po tym „i co dalej?” w głowie zaczynają pojawiać się kolejne możliwości, jedna po drugiej, i właśnie stąd bierze się przyjemność.
To w gruncie rzeczy pewna forma wewnętrznej interaktywności.

CZĘŚĆ 8 - Antybohater czyli bohater z wadami i słabościami

Burak Tamdoğan: A propos aktorstwa — chciałem jeszcze wcześniej powiedzieć coś o twoich rolach. Kiedy mówiliśmy o bohaterach, pomyślałem o ironii obecnej zarówno w postaciach, które piszesz, jak i tych, które grasz. Wiele gwiazd pierwszoplanowych ról zmierza dziś w stronę antybohatera. Chyba możemy już tak mówić, prawda? Jesteś amantem, ale takim, który lubi grać postacie burzące ten stereotyp. Takie, które podważają samą ideę klasycznego bohatera. A przecież rynek nie zawsze tego oczekuje.Mówię to na przykładzie „Kaçış”. Ten człowiek, o którym mi opowiadałeś. Ten bohater, którego później oglądałem. Były między nimi pewne drobne różnice, ale w gruncie rzeczy to człowiek miotany przez wydarzenia. To nie jest facet, który wpada, strzela na prawo i lewo i zostaje bohaterem dnia. Wcale nie. To człowiek rzucany z miejsca na miejsce, bezradny, zagubiony, nie wiedzący, co powinien zrobić.

Engin Akyürek: Zresztą pamiętasz, kiedy pierwszy raz ci o tym opowiadałem — ten bohater początkowo był kimś innym.

Burak Tamdoğan:Kiedy mi go opowiadałeś, był nawet bardziej irytującym typem.

Engin Akyürek: Tak. A później uczyniliśmy go trochę bardziej sympatycznym. To jest też związane z moimi własnymi wyborami. W postaciach, które gram, zawsze interesują mnie ich słabości. Bo właśnie tam kryje się opowieść. Oczywiście w życiu codziennym niekoniecznie chcemy patrzeć na własne słabości. Powiem to inaczej: ja zawsze chcę widzieć grane przeze mnie postacie na ulicy. Naprawdę. Nigdy, na szczęście, nie zagrałem postaci, której nie mógłbym spotkać w prawdziwym życiu. Chcę móc pomyśleć: „Tak, kiedyś spotkałem takiego człowieka”. Zdarzało się nawet, że znałem takie osoby osobiście. Mogłem powiedzieć: „Patrz, znam kogoś dokładnie takiego”. Ale równie dobrze chciałbym spotkać tę postać w autobusie, na ulicy, w kawiarni czy w jakimś zupełnie przypadkowym miejscu .Jeśli nie istnieje choćby cień szansy, że mógłbym kiedyś spotkać takiego człowieka, to taka postać po prostu nie jest dla mnie. To znaczy, że nie zasługuje na to, by ją grać. A poza tym interesują mnie właśnie te słabości. Jakkolwiek je nazwiemy — każdy z nas je ma. Ty, ja, wszyscy. To nasze ludzkie słabości. A my jako ludzie nie bardzo chcemy się z nimi konfrontować. Ukrywamy je. W nowoczesnym świecie staramy się nie pokazywać ich innym, bo nie chcemy wyglądać na słabych. A kiedy już je pokażemy, często ponosimy tego konsekwencje — zostajemy zranieni, wykorzystani, narażeni na różnego rodzaju nadużycia. Tymczasem postać potrzebuje właśnie tego, żeby widz mógł zobaczyć ją całkowicie odsłoniętą. Musimy pokazać jej słabości. W przeciwnym razie powstaje coś w rodzaju fotonoweli — płaska, dwuwymiarowa postać, która tylko wypowiada swoje kwestie. Mężczyzna, kobieta, matka, ojciec — po prostu ktoś, kto mówi zapisane kwestie i nic więcej. A mnie właśnie interesuje to drugie. I jako aktor lubię o tym opowiadać. Kiedy mówisz o antybohaterze, ja myślę właśnie o tej niedoskonałości, o słabości. Każda postać ma jakąś słabość. Pytanie brzmi tylko: na ile potrafisz ją odkryć i pokazać widzowi. A ponieważ ty także opowiadasz historie, dobrze zrozumiesz, co mam na myśli. Ja naprawdę wierzę w opowieści. Wierzę w ich siłę. Moim zadaniem jest opowiedzenie historii.I najważniejsze pytanie brzmi: jak mamy ją opowiedzieć? Jako aktor, reżyser, scenarzysta — wszyscy musimy szukać odpowiedzi na pytanie: „Jak najlepiej opowiedzieć tę historię?” Ja, jako aktor, powinienem zrobić wszystko, co w mojej mocy. Ty jako reżyser albo scenarzysta również. Jednym ze sposobów jest właśnie pokazanie widzowi każdej strony tej postaci. Muszę służyć historii. To jest najważniejsze. Musisz służyć historii. Bo wszystko jest historią. Jeśli nie ma historii, nie ma nic. Możemy opowiadać najprostszą historię świata, cokolwiek by to było. Trzeba jej służyć i uczynić ją silniejszą, lepszą. Spójrzmy na największe filmy świata. Ich historie są często bardzo proste. To opowieści proste, ale opowiedziane w niezwykle głęboki sposób. I właśnie tak to działa. To pewien rodzaj formuły. Brzmi prosto, ale wcale takie nie jest. Konflikty są przecież ograniczone. Gdybyśmy zaczęli je wypisywać, okazałoby się, że istnieje kilka podstawowych konfliktów, które nieustannie wracają. Historia Romea i Julii — jeden z najczęściej opowiadanych konfliktów na świecie. Konflikt, który właściwie ukształtował całe kino Yeşilçam. Możemy opowiedzieć go dziś. Możemy opowiedzieć go jutro. I wciąż będzie działał. Albo historia “Hrabiego Monte Cristo…

Burak Tamdoğan: Mnóstwo nowych wersji, nowych interpretacji.

Engin Akyürek: Tak, bardzo wiele. Ale nie chodzi o opowiadanie wciąż tej samej historii. Ważne jest odnalezienie tej historii w roku 2026. Jak ona wygląda dzisiaj? Jak opowiedzieć ją poprzez dzisiejszą socjologię? Co mówi o współczesnym człowieku?

CZĘŚĆ 9 Opowiadanie historii i życie w czasach wielkich i szybkich zmian

technologia.jpg

Engin Akyürek: Między światem sprzed dziesięciu lat a dzisiejszym światem jest ogromna różnica. To oczywiście temat na zupełnie inną rozmowę, ale wszyscy znajdujemy się w okresie przejściowym. Żyjemy w nim i obserwujemy przemianę świata. Doświadczyliśmy wszystkiego. Pojawiły się komputery, media społecznościowe, aparaty w telefonach. Robiliśmy zdjęcia.

Burak Tamdoğan: Pojawiła się sztuczna inteligencja.

Engin Akyürek: W końcu pojawiła się też sztuczna inteligencja. Ale wcześniej wydarzyło się tak wiele rzeczy. Każdą z nich przeżyliśmy i obserwowaliśmy. Pamiętamy jeszcze czasy bez telefonów komórkowych. Pamiętamy, że telefon był w domu, ale nie było jeszcze komórek. Pamiętamy moment, kiedy telefony komórkowe pojawiły się po raz pierwszy. Mam nawet historię z tym związaną. Czy z czegoś takiego nie dałoby się napisać opowiadania? To był rok 1992 albo 1993. Jeden z moich kolegów przyniósł do klasy telefon komórkowy. W Turcji dopiero zaczynały się wtedy pojawiać. Nie mam pojęcia, jak go zdobył, ale przyniósł. Taki długi, jeden z tych starych, wielkich modeli.

Burak Tamdoğan: Tych ogromnych.

Engin Akyürek: Tak. Pamiętam, że były w samochodach. Były też wiadomości, te... no... te urządzenia do wiadomości. Takie, które nosiło się przy pasku, przypinało do pasa …

Burak Tamdoğan: Pager.

Engin Akyürek: Pager, przepraszam. Nawet nazwa już wypadła nam z pamięci.

Burak Tamdoğan: Tak, zapomnieliśmy.

Engin Akyürek: Pager, czyli urządzenie do odbierania wiadomości.

Burak Tamdoğan: Sam musiałem się chwilę zastanowić, żeby sobie przypomnieć.

Engin Akyürek: Przypinało się to do paska. Spójrz tylko, jaka to już prehistoria. No więc kolega powiedział: „Masz, zadzwoń do domu”. Wziąłem ten telefon i zadzwoniłem. Zabrał mi go i powiedział: „Musisz najpierw wpisać numer kierunkowy”. Dzisiaj to normalne, ale my wtedy nie mieliśmy takiej wiedzy. Wpisałem więc 0312 i resztę numeru. Mama odebrała telefon, a ja z emocji natychmiast się rozłączyłem. Naprawdę

Burak Tamdoğan: Tak, bo przecież nikt się tego nie spodziewał.

Engin Akyürek: Właśnie. Spójrz na tę emocję. Od tego chłopaka, który tak się ekscytował telefonem komórkowym, że nie potrafił przez niego rozmawiać, doszliśmy dziś do rozmów o sztucznej inteligencji. Przeszliśmy przez to wszystko. I niezależnie od tego, czy mówimy o emocjach, aktorstwie, pisaniu czy o życiu — czy możemy o czymkolwiek mówić, pomijając te doświadczenia? To wydarzyło się w 1992 roku. Życie, które wtedy prowadziliśmy, nie jest tym samym życiem, które prowadzimy dzisiaj. Kiedy coś tworzysz albo piszesz, nie możesz ignorować takich zmian. Dlatego też nie wiemy, dokąd za dwadzieścia lat zmierzać będzie życie, świat i ludzkość. Musimy to sobie wyobrażać. Musimy o tym myśleć. I musimy tworzyć wokół tego nowe pojęcia i idee. Filozofia, polityka, filozofowie, pisarze, filmowcy, twórcy opowieści — wszyscy powinni o tym rozmawiać i się nad tym zastanawiać. Nie w sensie: „dokąd zmierza ludzkość?”, ale raczej: „dokąd właściwie dotrzemy?”. Bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżywaliśmy. Znajdujemy się w sytuacji, której wcześniej nie doświadczyliśmy. To wszystko wydarza się w niewiarygodnym tempie. Pamiętam, że od początku XX wieku aż mniej więcej do lat osiemdziesiątych postęp następował stopniowo. Do naszego życia wchodziły ogromne komputery. Odkrywano szczepionki. Pojawiały się rentgeny i inne technologie związane ze zdrowiem. Ale wszystko to rozciągało się na bardzo długi okres. Po II wojnie światowej te zmiany następowały przez dziesięciolecia. Tymczasem w ciągu ostatnich dziesięciu czy dwudziestu lat zmieniło się tak wiele, że nasza psychika, nasza pierwotna ludzka natura, nie nadąża za tym. Staramy się do tego przystosować, wkładamy w to ogromny wysiłek, ale po prostu nie nadążamy.

Burak Tamdoğan: Przyswajamy nowe nawyki życiowe. A potem one zamieniają się w uzależnienia

Engin Akyürek: Nie nadążamy. Tak jak mówiłem, bardzo zmniejszyła się nasza zdolność koncentracji, poziom cierpliwości i wytrwałości, a także umiejętność budowania relacji z czymś na dłużej. Dlatego warto się nad tym zastanawiać. Dobrze byłoby mieć tego świadomość.

Burak Tamdoğan: To trochę tak, jakby nasze lęki nam to podpowiadały, ale przecież żyjemy właśnie pośród tych wszystkich zmian. 

Dziś moim gościem był Engin Akyürek. Ma na koncie trzy książki, wydaje magazyn. Znacie go z filmów i seriali. To wspaniały człowiek. Zwykły chłopak z Ankary. Na koniec — czy jest coś, co chciałbyś jeszcze powiedzieć? Coś, co twoim zdaniem zostało niedopowiedziane?

Engin Akyürek: Szczerze mówiąc, myślę, że była to bardzo dobra rozmowa. Poruszyliśmy tyle tematów, że na pewno coś po drodze pominęliśmy. Ale wracając do głównego tematu naszej rozmowy, czyli do kwestii opowiadania historii, chciałbym powiedzieć jedną rzecz wszystkim, którzy nas słuchają — naszym przyjaciołom, bliskim i słuchaczom. Dbajcie o swoje historie. Wierzcie w swoje historie i je pielęgnujcie. Wiem, że to coś wartościowego. Nie chcę, żeby zabrzmiało to zbyt patetycznie, ale naprawdę tak uważam. Nieważne, czy będziecie je zapisywać, dzielić się nimi z innymi czy po prostu opowiadać podczas rozmów. To właśnie wasze historie i to, co macie do opowiedzenia, sprawia, że jesteście sobą. Niech one pozostaną z wami, bo pewnego dnia mogą się okazać potrzebne.

Burak Tamdoğan: No i znowu przypomniałem sobie, dlaczego tak cię lubię. Ściskam cię.

Drodzy słuchacze Anlatıcı.com, przesyłamy wam serdeczne pozdrowienia. Dotarliśmy do końca kolejnej rozmowy. Wszystkich Was serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze jak my.


Zgłoś nadużycie Dowiedz się więcej